Tort dla Weroniki

Weronika dziś skończyła pięć lat. Babci też przybył roczek.

Weronika ostatnio dorosła, rozwinęła się znacznie, sprawia nam wiele radości. 2013-05-15–Weronika-babcia_Ewa-urodziny

Walter waleczny

Dziś świętowaliśmy urodziny Wiktora i Wincenta na pływalni. Zaproszeni byli również Klara i Samuel z rodzicami oraz babcia Ewa. Frytki, lody i napój w zestawie urodzinowym w cenie urodzin do tego mieliśmy jeszcze ciastka i owoce. Głodny więc nie był nikt.

Kąpaliśmy się wszyscy, Ewa, Sonia Wiktor i Samuel poszli się wygrzać w saunie dodatkowo. Wincent i Weronika prawie cały czas przebywali w wodzie. Wincent w swoim kółku radził sobie świetnie, Weronika jakimś cudem przebiła jednego motylka, Walter za to musiał je zrzucić gdy zgodził się pójść ze mną na trampoliny.
Jako, że na najniższym podeście jest zamontowana na stałe trampolina trzeba z niej skakać czy się lubi czy nie. Ja nie lubię, bo nie umiem, Walter zdaje się być innego zdania.
Skoki na nogi są trudne, wpada się za głęboko pod wodę, woda wlatuje do nosa… Na głowę skakać zaproponowałem nieśmiało Walterowi spodziewając się oporu. Jakie było moje zdziwienie gdy posłuchał moich rad, zastosował się do nich i już pierwszy skok z brzegu basenu wykonał niemal bezbłędnie. Za chwilę już był na pierwszej trampolinie (1 m n p.w.) i skakał jak szalony. Najpierw pochwalił się Maksowi, później mamie, babci, Wiktorowi i Samuelowi.

Mieliśmy udane urodziny, szukamy czegoś dla Waltera i Weroniki teraz.

Weronika mówi

Jaka niespodzianka mnie dziś spotkała. Wychowawczyni Weroniki pochwaliła mi się, że od dwóch dni Weronika z nią rozmawia! Jaka niespodzianka! Może teraz nam oszczędzi?

Weronika w ogóle bardzo specyficznie podchodzi do wszystkiego. Ją zrozumieć to jak w Lotto wygrać. Przykłady?

  • Weroniko przytul się do mnie.
  • A po co?
  • Jak tego nie zjesz nie dostaniesz nic więcej dziś do zjedzenia!
  • O.K.

To tak na szybko. Przykłady można by mnożyć. Czekamy z niecierpliwością aż się coś zmieni. Na razie jest jak taka księżniczka. Tyle, że my nie jesteśmy królową i królem tylko służbą.

Wincenta pierwszy dzień w przedszkolu

Jakby to było, gdybyśmy się choć raz nie spóźnili… Żadne straszne spoźnienie, bo nawet pani przyszła po nas do pracy, ale o umówoionej dziewiątej punkt nie byliśmy zwarci i gotowi.

Wincent jak gdyby nigdy nic zajął się zabawą, tyle że w nowym miejscu z taką ilością zabawek nie da się na spokojnie usiąść, trzeba wszystko dotknąć, usiąść na każde auto, koparkę, spychacz. Do wózka lalkę jedną, drugą. To nic, że nagie, odarte z tej odrobiny godności… Lalki!

Nie wiem po co tak się szczypią z tymi dziećmi. Wincent z pewnością byłby szczęśliwszy gdyby od pierwszego dnia pozwolili mu na zostanie na cały dzień. Trzeba się trochę pomęczyć.

38 km

Można w jedno popołudnie, tak jak my dzisiaj, spontanicznie wsiąść na rowery i poprowadzić się drodze przed siebie. Największe wyzwanie czekało na Weronikę, która poraz pierwszy wsiadła na duży, 20 calowy rower. Choć nie radziła sobie z przerzutkami to tempo miała niezgorsze. Udało się nam dojechać aż do Nierstein nad rzekę, gdzie się posililiśmy pysznymi muffinkami, które Sonia zapobiegliwie zabrała z domu. Dzięki jej za to!
Ewa i Janina zapewne tego dnia również wykręciły kilka kilometrów podczas swojej rowerowej podroży po Francji. Opowiedzą za trzy tygodnie jak wrócą, pewnie zdjęć będą miały mnóstwo.

Trzy cyfry, jedna po przecinku!

Wreszcie!
Zasługą wczorajszego dnia jest, ze dziś nawet po śniadaniu moja masa była dwucyfrowa (kilogramy)! Wizyta w konsulacie w Kolonii trwała tak długo, licząc od wyjazdu do powrotu do domu, że zjedzone rano śniadanie i na drogę przygotowane 6 bułek na nasza piątkę starczyło nam aż do kolacji o 2000.
Największą niespodziankę sprawił Wincent, który nie korzystał z zamontowanej mu pieluchy i o 1600, kiedy to postanowiliśmy sprawdzić co u niego, udało mu się wreszcie odcedzić na trawkę. A w domu potrafi lać jeszcze, choć tylko w nocy.
Co do wyjazdu. Byliśmy w Kolonii zamówić paszporty dla dzieci, przepisy się zmieniły więc mus jest. Kosztowało to masę pieniędzy! Nikomu nie polecam, ale wszyscy Polacy mieszkający za granicą są do tego zmuszeni, wiec ta ogromna kasę nabija polski budżet. Niech mają!
W Kolonii obeszliśmy dookoła katedrę, na nic więcej nie mieliśmy czasu niestety.
Samochód sprawił się jak zawsze świetnie, szkoda tylko ze tych koników ma tak mało. Mijające samochody pędzące 250 km/h sprawiają wrażenie, że stoisz.

Wiktor gra dla świętego Mikołaja

Wczoraj byłem z Wiktorem i Weroniką na wigilii w polskiej szkole. Kulminacją była oczywiście wizyta św. Mikołaja. Dzieci miały wcześniej możliwość zagrania na pianinie, chętni zaprezentowali swoje umiejętności. Wiktor nie chciał. Gdy jednak Mikołaj zapytał czy ktoś chciałby zaprezentować się jemu, Wiktor wyrwał się jak oparzony i zagrał „Jingle bells”. Nie chcąc popełnić błędu, grał bardzo powoli. Udało mu się i Mikołaj obdarował go dodatkową paczką słodyczy.
To pierwszy raz, gdy Wiktor wystąpił przed publicznością grając na pianinie!

Ojciec-dziecko-dzień

Dziś wraz z całą trójką poszliśmy na organizowany cyklicznie Vater-Kind-Tag. Oczywiście jest to impreza przy grillu, której celem jest… Nie mam pojęcia co!

Najważniejsze, że dzieci spożyły po kiełbasie, bule, sałatce, kiełbasie, rybie i ciachu. Weronika wykorzystała nieuwagę swojego wychowawcy i zgarnęła jeszcze dodatkową byłę z mięsem. Zabrałenm jej tę bułkę, mięso pochłonęła.

Jutro idziemy na grilla do TV. Relacja już jutro!

Coraz szybciej

Weronia-kamikadzeChoć to wygląda dobrze na zdjęciu w rzeczywistości jest inaczej.
Weronika potrafi jeździć na rowerze, jest to nie zaprzeczalny fakt. Nie potrafi jednak za dobrze hamować. Dlatego wyjazd do miasta przyprawiony jest dużą dozą stresu. Nadszedł już czas by i tę umiejętność Weronice wpoić. Nie jest to jednak takie proste jak się wydaje, czeka nas syzyfowa praca. Dla Weroniki bezpieczeństwa musimy się jej jednak podjąć.

Mikołaj 2010

Ale się dzisiaj działo!!!
Wiktor na przedstawienie, Walter i Weronika do przedszkola, ja do Zulassungstelle wy- i zarejestrować samochody. Sonia przyjmowała moją mamę z prezentami, Renata przyjechała – z prezentami – i zostanie jakiś czas. Ja pojechałem pociągiem do Kolonii po samochód. Dawno nie miałem okazji tak długo czytać Pochłonąłem całą książkę („Miasto na górze” Bułyczowa), podróż minęła bardzo szybko. Przed godziną wróciłem naszym nowym Voyagerem.
Dzieci po dzisiejszym dniu padły, każdy dostał masę prezentów. Walter dostał do kompletu Buzza Lightyera, Weronika w pełni wyposażoną kuchnię, Wincent pierwszy komplet autek. Słodyczy tony po dzisiejszym dniu! Rewe pokazało się z najlepszej strony – zapakowali dzieciakom do kozaków tylko owoce!
Wiktor już chyba jutro przeniesie się do naszej byłej sypialni, czeka tam już na niego nowe łóżko. Biurko zakupione na ebaju odbiorę jutro. Można powiedzieć, że ma komplet.

Ale to już było… Ile razy jeszcze?

Dziś staliśmy się posiadaczami samochodu rodzinnego Chrysler Voyager.
Znowu!
Razem z Weroniką udaliśmy się w ostatnim dniu posiadania samochodu zastępczego do Kolonii. Jazda była przepiękna, wczoraj spadł śnieg, wszystko po drodze było pięknie obielone.
Samochód odbierzemy w przyszły weekend, będę się musiał przemieścić pociągiem. Boję się wejść na stronę Deutsche Bahn.

Jesień idzie, nie ma na to rady…

Kartony zaliczyły już przejażdżkę z piwnicy do mieszkania i z powrotem. Szafy wypełniły się odpowiednimi rzeczami na taką pogodę.
Wiktor nie ustaje w poszukiwaniach zaginionej w szkole kurtki, Weronika nadal aklimatyzuje się w przedszkolu.
Mnie dopadł jakiś ból gardła i ogólne osłabienie, Weronika i Wincent przechodzą to jakoś łagodniej.
Jeśli w sobotę nie będzie padać to zaliczymy w Finthen poprawiny zakończenia sezonu grillowego. Mama kupiła sobie rower i trzeba go poskręcać.  Renata jutro zawita do nas na tydzień w drodze do pracy.
My przygotowujemy się do przeniesienia się do innego pokoju. Musimy zwolnic sypialnię i zaadaptować ją na pokój dla Wiktora i Wincenta. Czekamy tylko na dostawę łóżka, zastanawiamy się jeszcze nad biurkiem.

Aniołek w przedszkolu

jestem już duża

Weronika, choć tylko na godzinę, rozpoczęła nowy etap w swoim życiu. W tym roku szkolnym uczęszcza do Riedweg I. Sonia złożyła już podanie do Riedweg II tak, by mogli się spotkać z Walterem choć na rok i bawić się wspólnie.
W szatni Weronice przydzielony został znaczek z aniołkiem. Piszę ku pamięci, bo niedługo zostanie pewnie zamieniony na znaczek z piratem.
Minęło dni kilaka
Po prawie trzech godzinach zabawy i jedzenia (drugie śniadanie) w przedszkolu, Weronika jest zadowolona, Panie też. My jeszcze nie, bo za krótko. Ale będzie dlużej. Pod koniec tego tygodnia może uda się już całą trójkę prowadzić na 0730.

3 miesiące!

Witamy po przerwie.

Trzy miesiące nie pisaliśmy, gdyż:

  • Wincent — wiadomo,
  • Weronika — nie spodziewaliśmy się takich przejść,
  • Wiktor — szkoła i j.w.,
  • Walter — on jeden zasługuje na pochwałę (Wincent nie startuje w tym konkursie)
  • czterdzieści dni czekać musieliśmy na uwolnienie domeny.

Teraz już raczej na bieżąco będziemy się dzielić tym co mamy.

Sezon grilowy zamkneliśmy w niedzielę w Finthen, teaz tylko czekamy aż Weronika pójdzie do przedszkola.

Walterowi i Weronice też stuknął następny roczek

Przyszły rok:

  • Wiktor 6 kwietnia,
  • Wincent 29 kwietnia,
  • Walter 9 maja,
  • Weronika 15 maja.

Te uroczystości już za nami, za nami również Dzień Dziecka.
pogoda wreszcie się poprawiła na tyle, że możemy uż korzystać z dobrodziejstw okolicy. Rowery, spacery, latawiec, place zabaw czy mokry plac w Volksparku.
Wiktor odlicza dni do pierwszego dnia w szkole, Weronika odlicza czas do pierwszego dnia w przedzkolu.