To już dziesięć lat minęło!

Świętować nam się niestety nie udało. Trzeciego sierpnia byliśmy w Chorwacji na wakacjach, a z naszą czwórką to nie było za wesoło. Stres – dzieci, pogoda, namiot, ciągle jakiś problem, a do tego zdrowie nie dopisało. Szczęśliwi byliśmy, jesteśmy i mam nadzieję jeszcze długo będziemy. Ja mogę tylko Bogu dziękować za to, że spotkałam Wojtka na mojej drodze życia i obdarzył mnie swoją miłością i wspaniałą czwórką dzieci. Nikt nie jest doskonały. Ja jestem dumna ze swojego męża i życzę tylko sobie i Wojtkowi, aby mógł być dumny ze mnie i rodziny, którą ze mną założył. Kocham Cię Skarbie!

Jesień 2013

Jesień zaobserwowaliśmy już w czasie wakacji w Chorwacji. Ato był lipiec a nie sierpień, choć pogoda prześliczna a latka lecą, już wtedy zaczeliśmy o niej myśleć.

Dzisiaj już liście z prawie wszytkich drzew pospadały, mokro jest bez przerwy, dajemy jednak radę, nie poddajemy się jesiennej nostalgii.

Sonia znów musiała oddać pod nóż swoją stopę. Jak tak myślę intensywniej to w użyciu były również śrubokręt, młotek i dłuto…

Ostatnio zamieniliśmy dzieciom pokoje. Wiktor i Walter odrabiają teraz lekcje przy olbrzymim, trzy metrowym biurku. Zakasałem rękawy i nawoskowałem im blat z drewna niemający nic wspolnego z biurkami, które mieli wcześniej. Bardzo im się to podoba, mniejszy pokój również przypadł im do gustu.

Sonia  i ja zaczeliśmy aktywnie uczęszczać na badminton. Oprócz taekwondo, siłowni, aerobiku to dyscyplina, która daje nam najwięcej uśmiechu.

Dziekujemy!

Dziękujemy!

Szczególnie babci Renacie, za wspólnie spędzone wakacje w Polsce, za gościnę w domu i zwariowany wyjazd nad morze, za wypoczynek i wsparcie. Bardzo dziękujemy Mamo, Babciu!

Dziękujemy bardzo za przemiła atmosferę, a przede wszystkim za pyszne jedzonko u  cioci Iwony i wujka Stasia. Oby do następnego razu! Zapraszamy do nas!

Również babci Ewie bardzo dziękujemy za pomoc w rozpoczęciu nowego roku szkolnego. Od soboty Weronika, a od wtorku również Wincent spędzają czas na ogródku u Ewy.

Nareszcie

Sonia z dziećmi są właśnie w drodze do domu. Jeszcze tylko z Frankfurtu do Wiesbaden, z Wiesbaden do Mainz i z Mainz do Mainz-Laubenheim. Ja jestem gotowy na ich przyjęcie. Czekam z niecierpliwością.

Zderzenie z rzeczywistością

Sam przejazd z Mainz do Poznania nie był taki zły.. Noc w pociągu przynajmniej przespaliśmy, a na Piątkowo zajechaliśmy tramwajem bez problemu. W Poznaniu było upalnie i ciężko mi było się zabrać za załatwianie spraw. Najpierw stomatolog, później urzędy. Tu dopiero okazało się jak jest „wesoło”. Na wszystko trzeba mieć czas i kasę, a przede wszystkim cierpliwość do urzędniczej „uprzejmości”. Nadal nie wiem co się uda, a co nie. Wyjazd nad morze to dopiero ciężka przeprawa, jak za „starych, dobrych czasów” – kto pierwszy ten lepszy. Po takiej podróży miejsce (domek, ośrodek), w którym spędzimy cały następny tydzień, nie wydaje się już taki zły.
Niestety pogoda nas nie rozpieszcza, wprost nieprzyjemnie doświadcza.

Polskie morze

Sonia w tym momencie stoi z Renatą i dziećmi na przystanku w Mielnie. Czekają na autobus, który zawiezie je do Łazów gdzie czeka ich tygodniowy wypoczynek.
Ciekawe jakie będą mieli przygody. Czekam z niecierpliwością na zdjęcia i opowieści.