Jedna ręka już nie wystarczy

6 lat
Wiktor od rana chodzi z dumnie podniesioną głową i bezbłędnie pokazuje sześć palców. Za chwilę śniadanie więc kończę.
Uzupełnić muszę o sprawozdanie z wczorajszego dnia.
Wstaliśmy jak zawsze o 0600 (czyt. Sonia wstała), zjedliśmy śniadanie i nie za bardzo się ociągając ruszyliśmy w miasto. W Wirth Kinderladen Wiktor sam wybrał sobie prezent. Wspamiałomyślnie zatroszczył się najpierw o wszystkich wybierając dyspenser do wody w wersji mini a dopiero później myślał o sobie. Delikatnie nakierowany wybrał metalofon (cymbałki), wreszcie taki, który czysto brzmi. Po krótkim spacerze dotarliśmy na lody, które pokrzepić nas miały przed pójściem na karuzele. Wiktor jako dość dorosły zasiadł wraz ze mną na karauzeli łańcuchowej, małolaty kulały się na karuzelkach odpowiednich dla ich wieku. Babcia Renata z chłopakami wsiedli jeszcze później na diabelski młyn. Czas naglił, musieliśmy jechać do domu coś przekąsić by o 1700 powtać babcię Ewę i Janinę. Metr gumisiów, które Wiktor otrzymał przydały się dzisiaj jako frycowe w przedszkolu.
Skoro Wiktor jest zadowolony z przebiegu wczorajszego dnia to i my jesteśmy.