Jesień idzie, nie ma na to rady…

Kartony zaliczyły już przejażdżkę z piwnicy do mieszkania i z powrotem. Szafy wypełniły się odpowiednimi rzeczami na taką pogodę.
Wiktor nie ustaje w poszukiwaniach zaginionej w szkole kurtki, Weronika nadal aklimatyzuje się w przedszkolu.
Mnie dopadł jakiś ból gardła i ogólne osłabienie, Weronika i Wincent przechodzą to jakoś łagodniej.
Jeśli w sobotę nie będzie padać to zaliczymy w Finthen poprawiny zakończenia sezonu grillowego. Mama kupiła sobie rower i trzeba go poskręcać.  Renata jutro zawita do nas na tydzień w drodze do pracy.
My przygotowujemy się do przeniesienia się do innego pokoju. Musimy zwolnic sypialnię i zaadaptować ją na pokój dla Wiktora i Wincenta. Czekamy tylko na dostawę łóżka, zastanawiamy się jeszcze nad biurkiem.