Polskie morze

Sonia w tym momencie stoi z Renatą i dziećmi na przystanku w Mielnie. Czekają na autobus, który zawiezie je do Łazów gdzie czeka ich tygodniowy wypoczynek.
Ciekawe jakie będą mieli przygody. Czekam z niecierpliwością na zdjęcia i opowieści.

Dłużyzny w Kolonii

Jak już pisałem ktoś robi wielka kasę na tym, że każde dziecko musi posiadać paszport. Nawet niemieckie koleje korzystają z tego.
Wczoraj pojechałem do Kolonii aby odebrać „na szybko” przygotowane paszporty dla Weroniki, Waltera i Wincenta. Spodziewałem się, po poprzedniej wizycie, ze spędzę tam w kolejce co najmniej kilka godzin. Okazało się jednak, ze starczyło 30 minut. Tak wiec o 0945 miałem już paszporty w ręku i nie pozostało mi nic więcej jak tylko przeczekać.
Miałem ze sobą hulajnogę Waltera, dzięki temu moglem coś więcej zobaczyć niż gdybym miał to wszystko zwiedzić pieszo.
Nad Renem jest wiadukt, na którego płocie ludzie wieszają kłódki. Na ten temat można poczytać w sieci zapewne, ale mnie najbardziej chodzi o końcowy (choć o końcu tu nigdy się chyba nie da powiedzieć) efekt. Zdjęcie do zobaczenia w galerii.
Jedno jest pewne, że musimy tam pojechać jeszcze raz aby zwiedzić katedrę i wejść na jej szczyt. Poza tym w Kolonii jest o wiele więcej centrum w centrum, można tam poszaleć w sklepach;-)

38 km

Można w jedno popołudnie, tak jak my dzisiaj, spontanicznie wsiąść na rowery i poprowadzić się drodze przed siebie. Największe wyzwanie czekało na Weronikę, która poraz pierwszy wsiadła na duży, 20 calowy rower. Choć nie radziła sobie z przerzutkami to tempo miała niezgorsze. Udało się nam dojechać aż do Nierstein nad rzekę, gdzie się posililiśmy pysznymi muffinkami, które Sonia zapobiegliwie zabrała z domu. Dzięki jej za to!
Ewa i Janina zapewne tego dnia również wykręciły kilka kilometrów podczas swojej rowerowej podroży po Francji. Opowiedzą za trzy tygodnie jak wrócą, pewnie zdjęć będą miały mnóstwo.

Trzy cyfry, jedna po przecinku!

Wreszcie!
Zasługą wczorajszego dnia jest, ze dziś nawet po śniadaniu moja masa była dwucyfrowa (kilogramy)! Wizyta w konsulacie w Kolonii trwała tak długo, licząc od wyjazdu do powrotu do domu, że zjedzone rano śniadanie i na drogę przygotowane 6 bułek na nasza piątkę starczyło nam aż do kolacji o 2000.
Największą niespodziankę sprawił Wincent, który nie korzystał z zamontowanej mu pieluchy i o 1600, kiedy to postanowiliśmy sprawdzić co u niego, udało mu się wreszcie odcedzić na trawkę. A w domu potrafi lać jeszcze, choć tylko w nocy.
Co do wyjazdu. Byliśmy w Kolonii zamówić paszporty dla dzieci, przepisy się zmieniły więc mus jest. Kosztowało to masę pieniędzy! Nikomu nie polecam, ale wszyscy Polacy mieszkający za granicą są do tego zmuszeni, wiec ta ogromna kasę nabija polski budżet. Niech mają!
W Kolonii obeszliśmy dookoła katedrę, na nic więcej nie mieliśmy czasu niestety.
Samochód sprawił się jak zawsze świetnie, szkoda tylko ze tych koników ma tak mało. Mijające samochody pędzące 250 km/h sprawiają wrażenie, że stoisz.

Kontuzja

Po raz pierwszy w życiu naderwałem sobie mięsień.
Wczoraj na przed ostatnim treningu przed wakacjami podczas sparringu z Rocco nagle poczułem jakby ktoś mnie rzucił w łydkę kamieniem. Spróbowałem stanąć na tej nodze i stwierdziłem, ze się po prostu nie da. Do końca treningu posiedziałem na materacu, w szatni wziąłem prysznic, zostałem jeszcze na chwilę żeby wypić piwo u tenisistów, wsiadłem na rower i pojechałem do domu. Tak jak wczoraj trafiłem do łóżka, tak wstając trzy razy i jadąc wiadomo dokąd na krześle (dzięki za kolka) pisze na komputerze Sonii leżąc w wyrku.
Janina przyjechała właśnie z maściami rozgrzewającymi, może pomogą.

Trzy cyfry

Wczoraj, przygotowany jak nigdy jeszcze, zdałem egzamin na zielony pas. Przygotowywałem się z Johannesem, mieliśmy opracowany scenariusz, udało się nam nawet zadziwić widownię. Nie udało mi się bezproblemowo przejść obu form, pierwszą totalnie spaliłem dodając elementy, które się w niej nie znajdują, a trzecią formę musiałem powtarzać. Ale za drugim już razem poszło mi bardzo dobrze!
Od dzisiaj obowiązuje ścisły reżim, codziennie będę cwiczył czwartą formę, ale też co kilka dni będę sobie wbijał do pamięci trzy pierwsze, żeby się nie powtórzyła sytuacja z wczorajszego egzaminu.
Czwarta forma wygląda tak:
httpv://youtu.be/SaMvd7QXEIE

Odchudzam się, idzie mi całkiem dobrze. Nie odmawiam sobie niczego! Myślę, że to już ostatni tydzień, w którym waga pokazała trzycyfrowy wynik! Jeśli wkrótce nie zobaczę dwóch dziewiątek to będzie tylko znaczyło, że Sonia znów podawała kolację za późno, albo ja nie dotrzymałem zasady nie jedzenia po osiemnastej.
Czuję się bardzo dobrze do czasu kiedy udając się do garderoby po spodnie stwierdzam, że wszystkie są mi za duże! A tak niedawno kupiłem cztery pary! Sam pasek wymaga wywiercenia następnej już dziury. Cieszyć się czy martwić? (Pytanie retoryczne)

Walter prosi mnie o lekcje, też chce zdać egzamin na zielony pas. Szkoda tylko, że oboje nie rozumieją o co chodzi z tym całym taekwondo.

Nierstein – wycieczka

Zgodnie ze zwyczajem, jak co roku, odbyła się wycieczka organizowana przez Polską Szkołę. W tym roku mieliśmy objazd winnic od Niersten do Bodenheim. Bardzo malownicza przejażdżka, taka która na rowerach byłaby dla nas niewykonalna. Poczęstowano nas tam sychym prowiantem i winem – nie w naszym guście. Ale sama wycieczka była przednia!
Kilka zdjęć w galerii, zapraszamy!

Wiosna/lato

To nie tak, że nic się nie dzieje. Dzieje się tyle, że czasu na pisanie nie ma!
Ruszyłem z firmą, ciekawe doświadczenia, wyzwania niekiedy przeogromne. Jestem zadowolony.
Sport, to już definitywnie wszyscy się włączyli, bez wyjątku!
Wiktor i Walter poza taekwondo uczęszczają jeszcze na inne zajęcia. Sonia trzy razy w tygodniu ćwiczy brzuch, nogi i d… Wincent i Weronika się ruszają…
Wakacje już zaplanowane. Zostaję tu sam podczas gdy Sonia z dziećmi będzie się wylegiwała nad morzem.
Za tydzień egzamin. Tylko ja się podjąłem. Do wyćwiczenia:

httpv://youtu.be/IvtW_zLjCHU

Polderlauf 2012

Jesteśmy po!
Losowanie numerów okazało się szczęśliwe dla Waltera. Przebiegłem trasę dla niego. Różnica prawie żadna, ale zawsze coś przybiec przed Raymonem czy Peterem.
Oczywiście postaram się zgłosić ten problem u źródła.
Czasy:
Wiktor 0:31:33
Wojtek 0:32:13
Walter 0:32:32
Nie ma się tu co rozpisywać o wyniku, bo jest jaki jest, ale ciekawe spostrzeżenia się nasuwają po takim przeżyciu. Łatwiej się biegnie gdy ma się takie towarzystwo. Jeśli pada, to lepiej się biega. Kałuża za 15 metrów? Nie ma szansy by ją ominąć!
Wiktor pokazał sie z dobrej strony, jestem pod wrażeniem. Wspominał nawet, że chciałby częściej brać udział w takich biegach. Zobaczymy co da się zrobić.
Walterowi powinienem wcześniej powiedzieć, że to są zawody. Miał do mnie później pretensje, powiedział że biegłby szybciej… Ja wiedziałem ale szybciej bym nie pobiegł i tak. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miał kilka kilogramów mniej do niesienia i nie będę się skarżył na bóle tu i tam.

Przed startem:

zdjęcie wykonane Sonii smartfonem

Google na Dzień Kobiet

Dziś Dzień Kobiet, w Rosji mają wolne. Gala się odezwała z tej okazji, miło pogawędziła z Sonią. Oby częściej!
Od wielu dni oczekiwałem na przesyłkę od Paybacku, doczekałem się dziś. Trudno o lepszy dzień – prezent jak znalazł!
Testy przeprowadzone przez Wincenta pokazały, że Nokia nie daje rady w kąpieli, mój LG za to przeszedł ten test bez szwanku. Zaistniała więc potrzeba zakupienia Sonii smartfona, bo dlaczego mielibyśmy się rozdrabniać?
Na Paybacku pojawiła się świetna oferta, punktów nie starczało, trzeba było poczekać. No… prawdę mówiąc nie trzeba było, ale nie chciałem dopłacać. Po miesiącu puntów było co niemiara a telefonu w ofercie od dawna już nie było.
Któregoś dnia oczom nie mogłem uwierzyć i nie namyślając się długo zamówiłem telefon dla Sonii.
Dziś odebrałemgo z rąk panu z Hermesa i miałem wspaniały prezent z okazji dzisiejszego dnia.
Telefon jest super, ma nowszy soft, jest ciut lżejszy i ogólnie pasuje Sonii. Zarówno ona jak i ja jesteśmy bardzo zadowoleni z tego telefonu.

Wspólne trenowanie

Dzisiaj, już oficjalnie, wspólnie z chłopakami byliśmy na czwartkowym treningu. Chłopacy dostali w kość, musieli nieźle gonić. Wiktor napompował najwięcej, jego pomysły przechodzą wszelkie wyobrażenie. Walter jakoś się odnajduje, ma on jednak większe doświadczenie bo chodzi ze mną na Wettkampf, a tam już nie ma żartów.

W tym roku czeka nas jeszcze możliwość kilkukrotnego przystąpienia do egzaminów. Mam nadzieję, że chłopakom uda się nieco ·”dorosnąć”. Zielony pas to już poważna sprawa.

Kabel

Od dzisiaj mamy dostep do kablówki. Kabel Deutschland wreszcie i do nas dotarł. Od samego początku chcieliśmy korzystać z ich usług, ale nie oferowali ich u nas. Przez ten czas rozwiązaliśmy dwuletnią umowę z Vodafonem i minął już rok z okładem z 1 und 1.

Na dzień dzisiejszy korzystamy z satelity. Karta do Astry+ ma ważność do końca listopada tego roku, tak samo jak umowa z 1&1. Mamy nadzieję, że będzie się opłacało połączyć wszystko w jedno.

Dzisiaj, jutro …

Ździebełko-Ciepełko
 
Wiem, że miłość jest udręką
Bo się wszystkiego od niej chce
Ja pragnę mało, malusieńko
A właściwie jeszcze mniej

 

Ździebełko ciepełka
W codziennych piekiełkach
W wyblakłym na szaro obłędzie
Różowa perełka, ździebełko ciepełka
Znów wiem, że jakoś to będzie

 

Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
I biedne się czuje, niczyje
Ciepełka ździebełko
Ździebełko ciepełka
Wystarczy i wszystko przemija

 

Ździebełko ciepełka
Diamencik ze szkełka
Czułości kropelka na listku
Ciepełka ździebełko
Tkliwości światełko
W twych oczach wystarczy za wszystko

 

Nie chcę wichrów, burz, nawałnic
Uczuć, w których spalę się
Jesteśmy przecież łatwopalni
Dla mnie najważniejsze jest:

 

Ździebełka ciepełka…
 
Jonasz Kofta

Pierwszy egzamin w 2012

Obolały, bo cztery razy w tygodniu na treningu, przystąpiłem wraz z chłopakami do pierwszego dla mnie egzaminu z Taekwondo.

Zdaliśmy wszyscy. Wogóle wszyscy zdali, bo nie przystępuje do egzaminu ktoś, kto nie ma 100% pewności, że zna temat. Nikt nie będzie przecież wyrzucał pieniędzy w błoto.

Nowe pasy już zakupione, tylko pewie przyjdą pod koniec tygodnia. Ważne, że tanio!

Pod koniec kwietnia następny egzamin. Dla chłopaków to już ostatni taki łatwy krok, bo od 6 Kup (Kupa, Kupu?) kończą się żarty a zaczyna poważne trenowanie. Tak jak Wiktor z zachowania na taekwondo w skali 1 / 10 spisuje się na 5 to dla Waltera ta skala zaczyna się na za wysokim poziomie. Ja sam też święty nie jestem.

Poniżej to, co na następnym egzaminie.

httpv://youtu.be/2z4Xyag8xy8

Nowy Rok- jawne postanowienia.

Zapisalismy sie do Ferajny – teraz juz wszyscy!

Oferta jest przebogata, znajdzie sie i cos dla Wincenta nawet. Dzis Sonia byla na kontroli u dr. Wendel i plany skorzystania z zajec samoobrony musza poczekac jeszcze 6 tygodni.

Zapoznamy sie dokladnie ze wszystkimi mozliwosciami tak, zeby szczegolnie Weronice cos znalezc.

Wiktor gra dla świętego Mikołaja

Wczoraj byłem z Wiktorem i Weroniką na wigilii w polskiej szkole. Kulminacją była oczywiście wizyta św. Mikołaja. Dzieci miały wcześniej możliwość zagrania na pianinie, chętni zaprezentowali swoje umiejętności. Wiktor nie chciał. Gdy jednak Mikołaj zapytał czy ktoś chciałby zaprezentować się jemu, Wiktor wyrwał się jak oparzony i zagrał „Jingle bells”. Nie chcąc popełnić błędu, grał bardzo powoli. Udało mu się i Mikołaj obdarował go dodatkową paczką słodyczy.
To pierwszy raz, gdy Wiktor wystąpił przed publicznością grając na pianinie!

Trudniej chodzić na trzech

Sonia ma ciężkie przejścia. Po operacji ma przed sobą długi okres rehabilitacji. Całe szczęście, że Renata jest u nas, bo byłoby trudno to wszystko, co Sonia dzień w dzień przerabia, ogarnąć.
Noga wygląda już lepiej, a będzie prześlicznie jak pozbędzie się tego plastiku z nogi. Fajnie, że technologia medyczna pozwala na mobilność Sonii, zapewnia jej również bezpieczeństwo w domowym środowisku. Przed świętami planowany jest definitywny powrót do formy! Życzymy Sonii tego z całego serca!