Pierwszy prawdziwy snieg

Dziś kilkudziesięcioletnie sanki zostały wyprowadzone na spacer. Chłopacy mieli okazję przekonać się, że brak zaczepienia powoduje częste przyziemienia. Wiktor nawet krwawił, Weronika i Walter nie raz przeorali twarzą po świeżutkim śniegu. Obraliśmy inny kierunek niż większość zjeżdżaczy, ale z tak malymi dziećmi nie wypada udawać się do winnic i pozwalać im na osiąganie nieziemskich prędkości na tak stromych stokach. Może za dwa, trzy lata? Poszliśmy więc na obwałowania zbiornika przeciwpowodziowego. Stromo, ale krótko. Zabawa była i tak przednia! Kilka godzin na mrozie (12 stopni na minusie), ale dobrze (cebulowo) ubrani nie zmarzliśmy.