Trzy cyfry, jedna po przecinku!

Wreszcie!
Zasługą wczorajszego dnia jest, ze dziś nawet po śniadaniu moja masa była dwucyfrowa (kilogramy)! Wizyta w konsulacie w Kolonii trwała tak długo, licząc od wyjazdu do powrotu do domu, że zjedzone rano śniadanie i na drogę przygotowane 6 bułek na nasza piątkę starczyło nam aż do kolacji o 2000.
Największą niespodziankę sprawił Wincent, który nie korzystał z zamontowanej mu pieluchy i o 1600, kiedy to postanowiliśmy sprawdzić co u niego, udało mu się wreszcie odcedzić na trawkę. A w domu potrafi lać jeszcze, choć tylko w nocy.
Co do wyjazdu. Byliśmy w Kolonii zamówić paszporty dla dzieci, przepisy się zmieniły więc mus jest. Kosztowało to masę pieniędzy! Nikomu nie polecam, ale wszyscy Polacy mieszkający za granicą są do tego zmuszeni, wiec ta ogromna kasę nabija polski budżet. Niech mają!
W Kolonii obeszliśmy dookoła katedrę, na nic więcej nie mieliśmy czasu niestety.
Samochód sprawił się jak zawsze świetnie, szkoda tylko ze tych koników ma tak mało. Mijające samochody pędzące 250 km/h sprawiają wrażenie, że stoisz.

Polderlauf 2012

Jesteśmy po!
Losowanie numerów okazało się szczęśliwe dla Waltera. Przebiegłem trasę dla niego. Różnica prawie żadna, ale zawsze coś przybiec przed Raymonem czy Peterem.
Oczywiście postaram się zgłosić ten problem u źródła.
Czasy:
Wiktor 0:31:33
Wojtek 0:32:13
Walter 0:32:32
Nie ma się tu co rozpisywać o wyniku, bo jest jaki jest, ale ciekawe spostrzeżenia się nasuwają po takim przeżyciu. Łatwiej się biegnie gdy ma się takie towarzystwo. Jeśli pada, to lepiej się biega. Kałuża za 15 metrów? Nie ma szansy by ją ominąć!
Wiktor pokazał sie z dobrej strony, jestem pod wrażeniem. Wspominał nawet, że chciałby częściej brać udział w takich biegach. Zobaczymy co da się zrobić.
Walterowi powinienem wcześniej powiedzieć, że to są zawody. Miał do mnie później pretensje, powiedział że biegłby szybciej… Ja wiedziałem ale szybciej bym nie pobiegł i tak. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miał kilka kilogramów mniej do niesienia i nie będę się skarżył na bóle tu i tam.

Przed startem:

zdjęcie wykonane Sonii smartfonem

Wspólne trenowanie

Dzisiaj, już oficjalnie, wspólnie z chłopakami byliśmy na czwartkowym treningu. Chłopacy dostali w kość, musieli nieźle gonić. Wiktor napompował najwięcej, jego pomysły przechodzą wszelkie wyobrażenie. Walter jakoś się odnajduje, ma on jednak większe doświadczenie bo chodzi ze mną na Wettkampf, a tam już nie ma żartów.

W tym roku czeka nas jeszcze możliwość kilkukrotnego przystąpienia do egzaminów. Mam nadzieję, że chłopakom uda się nieco ·”dorosnąć”. Zielony pas to już poważna sprawa.

Pierwszy egzamin w 2012

Obolały, bo cztery razy w tygodniu na treningu, przystąpiłem wraz z chłopakami do pierwszego dla mnie egzaminu z Taekwondo.

Zdaliśmy wszyscy. Wogóle wszyscy zdali, bo nie przystępuje do egzaminu ktoś, kto nie ma 100% pewności, że zna temat. Nikt nie będzie przecież wyrzucał pieniędzy w błoto.

Nowe pasy już zakupione, tylko pewie przyjdą pod koniec tygodnia. Ważne, że tanio!

Pod koniec kwietnia następny egzamin. Dla chłopaków to już ostatni taki łatwy krok, bo od 6 Kup (Kupa, Kupu?) kończą się żarty a zaczyna poważne trenowanie. Tak jak Wiktor z zachowania na taekwondo w skali 1 / 10 spisuje się na 5 to dla Waltera ta skala zaczyna się na za wysokim poziomie. Ja sam też święty nie jestem.

Poniżej to, co na następnym egzaminie.

httpv://youtu.be/2z4Xyag8xy8

Wiktor gra dla świętego Mikołaja

Wczoraj byłem z Wiktorem i Weroniką na wigilii w polskiej szkole. Kulminacją była oczywiście wizyta św. Mikołaja. Dzieci miały wcześniej możliwość zagrania na pianinie, chętni zaprezentowali swoje umiejętności. Wiktor nie chciał. Gdy jednak Mikołaj zapytał czy ktoś chciałby zaprezentować się jemu, Wiktor wyrwał się jak oparzony i zagrał „Jingle bells”. Nie chcąc popełnić błędu, grał bardzo powoli. Udało mu się i Mikołaj obdarował go dodatkową paczką słodyczy.
To pierwszy raz, gdy Wiktor wystąpił przed publicznością grając na pianinie!

Listopad – po krótce o wszystkim

Wiktora i Waltera czeka egzamin na żółty pas Taekwondo. Przygotowania idą pełną parą, lewa z prawą mylą się Walterowi bez przerwy. Wyimaginowany przeciwnik nie daje się utrzymać w wyobraźni, no chyba że rzeczywiście jest na dwa metry szeroki i twarz ma nieco z boku.

Sonię czeka operacja a potem rekonwalescencja. Już w czwartek „idzie” pod nóż, potem na dwa dni do szpitala. Renata przyjedzie by nam pomóc. Dzieci już się cieszą i od dwóch tygodni kilka razy dziennie pytają kiedy przyjedzie babcia Renata?

W naszej Turn Vereinie doszło kilka pozycji w związku z wybudowaniem nowej hali. Zaczęli chłopacy uczęszczać na slackline, tak dla rozrywki po treningu taekwondo w środy.

Sonia „odpoczywa” poza domem

Sonia zaznaje „odpoczynku” poza domem. Moja codzienność stała się jej codziennością a jej moją. Tatuś musi sobie przypomnieć co to znaczy zająć się i jedzeniem i dziećmi i sprzątaniem i… Cudowna ta nasza mamusia!

Mamy nadzieję, że krótki zabieg nie wpłynie na sprawność Sonii, jest niezastąpiona. Musimy codziennie okazywać więcej szacunku za to co dla nas robi!

Jesień

Zmiany

Weronika chodzi już razem z Walterem do Riedweg2, Wiktor po wakacjach kończy przygodę z Hortem. Mamy nadzieję, że każdemu przysłuży się taka zmiana. Wiktor ma już sporo nauki a poza tym ma i inne obowiązki. Weronika potrzebuje męskiej ręki, Walter towarzystwa rodzeństwa podczas pobytu w przedszkolu.

Jesień już w pełni, dla niektórych to ulubiona pora roku. Zdjęcie by wyjaśnić dlaczego;-)

Dziś znowu wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Mieliśmy do zakupienia jajka, nie był to więc spontaniczny wypad. Na dworze jest jednak tak pięknie, że musimy i bez powody, tylko dla tej pięknej przyrody wyjść z dziećmi z domu.

Interkulturelle Woche 2011

Jak rzadko w którym mieście na taką skalę tutejsze władze naprawdę starają się o integrację międzykulturową. Obserwujemy to na każdym kroku, na ulicy, w szkole, przedszkolu, klubie sportowym itd. Wyrazem tego działania były Interkulturelle Woche 2011.

Ile razy ominęła nas taka gratka? Ze cztery co najmniej! Po dzisiejszych odwiedzinach postanowiliśmy, że dodamy sobie tę imprezę do kalendarza tak, żeby w przyszłym roku zgromadzić odpowiedni kapitał na te wszystkie wiktuały oraz odpowiednio się ubrać, żeby nie marznąć.

Dziś porwała nas muzyka zespołu ludowego z Chorwacji, dzieci raczej zainteresował występ przedszkolaków, które tańczyły do muzyki perskiej, tureckiej i hiszpańskiej.

Należy jeszcze dodać, że zespół Promyczki z naszej Misji rozwija się w dobrym kierunku. Widać tam dobrą rękę Alicji. Oby tak dalej!

10 lat a my dopiero się wkręcamy

To był dobry pomysł, że chłopacy zaczęli zabawę w taekwondo. Widać już postępy w zachowaniu, samodyscyplina weszła im także do słownika.

Taekwondo ma już długą tradycję tu w Laubenheim. Dziś odbyło się świętowanie dziesięciolecia oddziału Taekwondo przy Turnverein.

Nie wiem co by się musiało stać, żebyśmy kiedyś zdążyli na czas się zebrać i dotrzeć na miejsce. Spóźniliśmy

się 45 minut, całe szczęście nie ominęło nas nic wielkiego. Może ktoś opowiadał o tych dziesięciu latach, a może pito szampana.

Znaleźliśmy sobie miejsce do siedzenia, dzieci poszły się bawić, my mogliśmy sobie strzelić piwko. Ja poszedłem robić zdjęcia,

 

Sonia pogadała ze znajomymi. Aparat staje się moim dobrym znajomym, rozumiemy się coraz lepiej, efektem czego są całkiem udane zdjęcia. Oto próbka.

Pojedliśmy smacznie, mięsiwa było co niemiara, sałatkę również przynieśliśmy, znikła szybko. Na koniec odbyły się konkursy na najszybsze pochłonięcie Dickmansa. Weronika również została zaproszona do współudziału. Sonia przetłumaczyła Weronice reguły zabawy, trener jako wodzirej spisał się fantastycznie. Nastąpił start dla wszystkich… oprócz Weroniki, która nie mogła pojąć jak ma jeść nie używając rąk. Przegrała z kretesem. W kategorii wiekowej 5-7 Wiktor zdeklasował konkurencję i otrzymał dodatkowy los na Tombolę. Losowane odbyło się pod koniec i było prześmieszne. Każde dziecko wyszło z ogromnym naręczem prezentów (z grubsza licząc każde takie naręcze warte było 20€). Wiktor miał dwa losy więc i otrzymał dwie porcje.

Jesteśmy pod wrażeniem tej imprezy. Było świetnie zarówno dla dzieci jak i dla nas.

Ojciec-dziecko-dzień

Dziś wraz z całą trójką poszliśmy na organizowany cyklicznie Vater-Kind-Tag. Oczywiście jest to impreza przy grillu, której celem jest… Nie mam pojęcia co!

Najważniejsze, że dzieci spożyły po kiełbasie, bule, sałatce, kiełbasie, rybie i ciachu. Weronika wykorzystała nieuwagę swojego wychowawcy i zgarnęła jeszcze dodatkową byłę z mięsem. Zabrałenm jej tę bułkę, mięso pochłonęła.

Jutro idziemy na grilla do TV. Relacja już jutro!

9 Kup

Walter 9 Kup

Walter i Wiktor przeżyli dziś swój pierwszy w życiu egzamin. Emocje dla każdego, zarówno dzieci jak i dla nas.

Wikto 9 Kup

Walter podczas egzaminu miał niesamowitą tremę, ciekaw jestem ile czasu zajmie mu zaadaptowanie się do takiego stresującego przeżycia. Wiktor poradził sobie śpiewająco. Myślimy w jakiś sposób zaadaptować miejsce na możliwość ćwiczenia. Przed nami więc trochę wydatków. Teraz mają jeszcze trudniejsze zadanie, nie wiem czy się uda, ale warto spróbować. Za dwa mesiące nastepny egzamin. Jeśli chociaż Wiktor go zda będziemy uradowani. Dla Wiktora bardzo ważne jest, by w drugim półroczu mógł uczęszczać na zajęcia w polskiej szkole w swojej grupie. Jak na razie to my musimy z nim przerabiać materiał jak i odrabiać lekcje.

Coraz szybciej

Weronia-kamikadzeChoć to wygląda dobrze na zdjęciu w rzeczywistości jest inaczej.
Weronika potrafi jeździć na rowerze, jest to nie zaprzeczalny fakt. Nie potrafi jednak za dobrze hamować. Dlatego wyjazd do miasta przyprawiony jest dużą dozą stresu. Nadszedł już czas by i tę umiejętność Weronice wpoić. Nie jest to jednak takie proste jak się wydaje, czeka nas syzyfowa praca. Dla Weroniki bezpieczeństwa musimy się jej jednak podjąć.

Osiem lat

Jak z bicza! Przykro nam tylko, że nie jesteśmy w stanie Was odwiedzać osobiście i chwalić się tymi minionymi latami. Obrazem ich są nasze cudowne dzieci i nasza wzajemna miłość. Na szczęście macie tę stronę.

Wakacje o krok

W polskiej szkole już laba, Katechezy nie ma już od dwóch tygodni, niemiecka szkoła kończy się w środę.

Pozostaje Hort i przedszkole, dzieci na pewno nie będa się nudzić. Nas wakacyjny wyjazd niestety ominie, za dużo planów nie cierpiących zwłoki.

Niedługo napisze więcej.

Roczek Wincenta

Dzisiaj na ogródku w Finthen wyprawiliśmy Wincentowi pierwsze urodziny. Tak, to był piękny dzień. Były babcia Renata, babcia Ewa, ciocia Janina i Edyta – matka chrzestna Wincenta z rodziną. Były prezenty, dobra pogoda, pyszny tort, mięsko z grilla i zabawa. Wiktor dał swój pierwszy koncert na pianinie a Ewa zabawiała dzieci rytmiką. Najważniejsze, że Wincent dobrze się bawił. Jako najmłodszy z czwórki rodzeństwa nadzwyczajnie sobie z pozostałą trójką radzi.