Jesień 2013

Jesień zaobserwowaliśmy już w czasie wakacji w Chorwacji. Ato był lipiec a nie sierpień, choć pogoda prześliczna a latka lecą, już wtedy zaczeliśmy o niej myśleć.

Dzisiaj już liście z prawie wszytkich drzew pospadały, mokro jest bez przerwy, dajemy jednak radę, nie poddajemy się jesiennej nostalgii.

Sonia znów musiała oddać pod nóż swoją stopę. Jak tak myślę intensywniej to w użyciu były również śrubokręt, młotek i dłuto…

Ostatnio zamieniliśmy dzieciom pokoje. Wiktor i Walter odrabiają teraz lekcje przy olbrzymim, trzy metrowym biurku. Zakasałem rękawy i nawoskowałem im blat z drewna niemający nic wspolnego z biurkami, które mieli wcześniej. Bardzo im się to podoba, mniejszy pokój również przypadł im do gustu.

Sonia  i ja zaczeliśmy aktywnie uczęszczać na badminton. Oprócz taekwondo, siłowni, aerobiku to dyscyplina, która daje nam najwięcej uśmiechu.

Coraz szybciej

Weronia-kamikadzeChoć to wygląda dobrze na zdjęciu w rzeczywistości jest inaczej.
Weronika potrafi jeździć na rowerze, jest to nie zaprzeczalny fakt. Nie potrafi jednak za dobrze hamować. Dlatego wyjazd do miasta przyprawiony jest dużą dozą stresu. Nadszedł już czas by i tę umiejętność Weronice wpoić. Nie jest to jednak takie proste jak się wydaje, czeka nas syzyfowa praca. Dla Weroniki bezpieczeństwa musimy się jej jednak podjąć.

Wiktor już czyta

Dziś pojechaliśmy najpierw z Walterem do Logopedy, później na katechezę – Walter a do szkoły – Wiktor.
W czasie, kiedy Walter pod nadzorem pani doktor analizował różnicę pomiędzy F a W, Wiktor zaczął po raz kolejny czytać swoją pierwszą książkę czyli „Bu und Bä bekommen Besuch”. Spodziewałem się ciężkiej przeprawy. Nie doczekałem się. Wiktor jak gdyby nigdy nic przeczytał całą książkę od deski do deski w nie więcej niż pół godziny. Teraz pozostaje już tylko uzmysłowienie mu, jakie zalety ma czytanie książek. U niego jak i u Waltera zasób słów niemieckich jest ograniczony.

Pierwsza książka

Wiktor właśnie zasiadł obok w fotelu i czyta swoją pierwszą, samodzielnie wypożyczoną z biblioteki, książkę.
Nie tak dawno dukał literka po literce w żółwim tempie a dziś to tempo nabrało tempa.
Teraz na tapecie mamy pojmowanie tekstu. Nie jest to, jak się okazuje, takie łatwe.
Nie jest łatwe również skupienie się na więcej niż jednym zdaniu.
Zdałem relację ze stanu na dzień dzisiejszy. Do następnego razu!

Jesień idzie, nie ma na to rady…

Kartony zaliczyły już przejażdżkę z piwnicy do mieszkania i z powrotem. Szafy wypełniły się odpowiednimi rzeczami na taką pogodę.
Wiktor nie ustaje w poszukiwaniach zaginionej w szkole kurtki, Weronika nadal aklimatyzuje się w przedszkolu.
Mnie dopadł jakiś ból gardła i ogólne osłabienie, Weronika i Wincent przechodzą to jakoś łagodniej.
Jeśli w sobotę nie będzie padać to zaliczymy w Finthen poprawiny zakończenia sezonu grillowego. Mama kupiła sobie rower i trzeba go poskręcać.  Renata jutro zawita do nas na tydzień w drodze do pracy.
My przygotowujemy się do przeniesienia się do innego pokoju. Musimy zwolnic sypialnię i zaadaptować ją na pokój dla Wiktora i Wincenta. Czekamy tylko na dostawę łóżka, zastanawiamy się jeszcze nad biurkiem.

Sam czytam

— S, S, a, Sa, S, a, m, Sam, S, a, m, o, Samo, Samochód?
— Nie.
— S, S, a, Sa, S, a, m, Sam, S, a, m, o, Samo, S, a, m, o, l, Samol, S, a, m, o, l, o, Samolo, Samolot?
— Tak!
— Samolot!

Wiktor, choć nikt (oprócz polskiej szkoły, ale to osobny rozdział) od niego tego nie oczekuje, nauczył się już czytać! Dziś po raz pierwszy przeczytał pytanie i na nie odpowiedział! Trzeci tydzień szkoły? Już dużo wcześniej mama musiała podpisywać każdy rysunek, później Wiktor przepisywał każdy napis z opakowań i gazet lub czasopism.
Mam nadzieję, że już niedługo będę mógł napisać o Wiktorze czytającym rodzeństwu bajki.