Hände hoch!

Wczoraj o godzinie 21:15 ręce w górę podniosło 79 osób. Nikt się nie wstrzymał i nikt nie był przeciwny mojej kandydaturze na członka zarządu Turnverein Mainz Laubenheim. Jak na klub mający przeszło dwa i pół tysiąca członków jest to osiągnięcie które oprócz profitów niesie masę obowiązków. Jestem ciekaw czy moje pomysły uda mi się zrealizować, czy nie nartrafię na mur sprzeciwu. Rok jeszcze będzie ciężko, beton ustąpi za rok i nie będzie kandydował więcej. Będę się jednak starał moje pomysły przeforsować jeszcze podczas tej kadencji.

Wyrok?

Moje urodziny z jednej strony były bardzo udane, najlepsze w mojej czterdziestoletniej pamięci, z drugiej jednak bardzo dołujące. Cieszyłem się na wizytę u lekarza, bóle miałem dosyć mocne, marzyłem o jakimś wspomagającym zastrzyku czy czymś podobnym. Nie doczekałem się. Już na wstępie lekarz pokazał mi zdjęcia, które zostały podczas mojej operacji. Moja torebka stawowa wygląda jak mięso mielone, tak najtrafniej można to porównać. Nie wiem czy da się z tym cokolwiek zrobić, od lekarza dostałem tylko radę by zrezygnować z uprawiania sportów obciążających moje biodra. Taekwondo przede wszystkim.
Co teraz?

40 lat minęło

– „Upiekę tort” na piątek.
– „Nie, po co? Znowy słodkie…” tak mam, że woli silnej u mnie brak i wizja jedzenia tortu przez następne kilka dni nie przedstawiała sie zachęcająco.

Temat zamknęty myślałem…

W czwartek Sonia zaczęła jednak urzeczywistniać swój pomysł. Odpuściłem sobie narzekania. Postanowiłem jednak zaprosić na pomoc w skonsumowaniu Irene, Johannesa i Nillsa. Ci jednak odmówili, każdy miał jakieś ważne sprawy.

Mama przyszła jak byłem u lekarza, Janina przywitała mnie w dzwiach, uściskała… Niby nic takiego pomyślałem. W pokoju pod sufitem rozwieszona ozdoba urodzinowa (nie wiem jak się takie coś nazywa), na parapecie baterie napojów i pączki. Nadal nic nie podejrzewając zaczynałem się zastanawiać kto niby ma to wszystko zjeść i wypić?

Chłopakom zmontowałem gokarta, pojechali we dwójkę po mleko i jajka. Długo nie wracali więc zaczynaliśmy się denerwować. Tak około szesnastej wyjrzałem poraz kolejny przez okno i… Wreszczcie zrozumiałem co się święci.

Irene, Johannes, Nills najpierw. Później Edyta i Maks. Wszyscy z dziećmi. Dla Nillsa był to Kindergeburtstag, nic dziwnego sam ma 19 lat;-)

Prezenty dostałem przeróżne. Świetne wino od Kousów, kamień z brokatem i rysunki od Weroniki, świnkę skarbonkę od chłopaków, od mamy pięć dych i czekoladki przeciwstresowe, od Ultra Heroes bon z życzeniami cudownego powrotu do zdrowia.

Amazon_40Jahre

Bon już zrealizowałem.Amazon_40Jahre-Kopfhörer

W sobotę wpadł do mnie jeszcze Jacek i podarował mi miód półtorak. Pyszny:-)

Najlepszy jednak prezent zrobiła mi Sonia. Organizacja, przygotowanie, utrzymanie w tajemnicy tego przyjęcia. Udało się to jej wspaniale. Będę to długo pamiętał.

Jesień 2013

Jesień zaobserwowaliśmy już w czasie wakacji w Chorwacji. Ato był lipiec a nie sierpień, choć pogoda prześliczna a latka lecą, już wtedy zaczeliśmy o niej myśleć.

Dzisiaj już liście z prawie wszytkich drzew pospadały, mokro jest bez przerwy, dajemy jednak radę, nie poddajemy się jesiennej nostalgii.

Sonia znów musiała oddać pod nóż swoją stopę. Jak tak myślę intensywniej to w użyciu były również śrubokręt, młotek i dłuto…

Ostatnio zamieniliśmy dzieciom pokoje. Wiktor i Walter odrabiają teraz lekcje przy olbrzymim, trzy metrowym biurku. Zakasałem rękawy i nawoskowałem im blat z drewna niemający nic wspolnego z biurkami, które mieli wcześniej. Bardzo im się to podoba, mniejszy pokój również przypadł im do gustu.

Sonia  i ja zaczeliśmy aktywnie uczęszczać na badminton. Oprócz taekwondo, siłowni, aerobiku to dyscyplina, która daje nam najwięcej uśmiechu.

Operacje – starość nie radość

Tak do mnie powoli dociera, że gdyby nie sport, ruch i świadomość kruchości zdrowia nie pisałbym tego tekstu. Na dzień dzisiejszy przede mną dwie operacje, jedna z nich podwójna.

Na prawej łydce wyszła mi taka nieładna gruba żyła na zewnątrz, trzeba ją zoperować. Tak nazywają to tutaj, choć ja sam uważam to za zabieg chirurgiczny, ale nie będę się przecież z lekarzem kłócić.
Poważniejszy problem mam z biodrami, dokładniej to z kośćmi udowymi, które to są za masywnie zbudowane i muszą być zeszlifowane przy stawie. Mam ból, miałem nadzieję od przeciążenia treningami, okazało się coś innego. Żeby uniknąć artrozy i umożliwić mi dalsze uprawianie taekwondo lekarz zaordynował operację. Jak się to skończy okaże się już niebawem. Terminy jeden za drugim. Tomografie w połowie miesiąca też mnie wyłączy na tydzień.

Walter waleczny

Dziś świętowaliśmy urodziny Wiktora i Wincenta na pływalni. Zaproszeni byli również Klara i Samuel z rodzicami oraz babcia Ewa. Frytki, lody i napój w zestawie urodzinowym w cenie urodzin do tego mieliśmy jeszcze ciastka i owoce. Głodny więc nie był nikt.

Kąpaliśmy się wszyscy, Ewa, Sonia Wiktor i Samuel poszli się wygrzać w saunie dodatkowo. Wincent i Weronika prawie cały czas przebywali w wodzie. Wincent w swoim kółku radził sobie świetnie, Weronika jakimś cudem przebiła jednego motylka, Walter za to musiał je zrzucić gdy zgodził się pójść ze mną na trampoliny.
Jako, że na najniższym podeście jest zamontowana na stałe trampolina trzeba z niej skakać czy się lubi czy nie. Ja nie lubię, bo nie umiem, Walter zdaje się być innego zdania.
Skoki na nogi są trudne, wpada się za głęboko pod wodę, woda wlatuje do nosa… Na głowę skakać zaproponowałem nieśmiało Walterowi spodziewając się oporu. Jakie było moje zdziwienie gdy posłuchał moich rad, zastosował się do nich i już pierwszy skok z brzegu basenu wykonał niemal bezbłędnie. Za chwilę już był na pierwszej trampolinie (1 m n p.w.) i skakał jak szalony. Najpierw pochwalił się Maksowi, później mamie, babci, Wiktorowi i Samuelowi.

Mieliśmy udane urodziny, szukamy czegoś dla Waltera i Weroniki teraz.

Całkiem zieloni

12:16 Na początek formy, zaczynają biali,
12:28 żółci,
12:31 Wiktor całkiem dobrze,
12:33 Walter chłopak ma stres, sześć lat ma, super więc;-),
12:38 Peter podnosi ciśnienie,
12:40 pisanie w komórce odmawia współpracy.

Dalej standardowo Einschtittkampf, chłopacy nie razem ale dobrze. Ja dziś również wychodziłem na matę jako partner dla Johannesa i udało się nam dobrze zaprezentować.

Selbstverteidigung to porażka, coś nad czym należy się skupić i pracować. Chłopacy może coś tam przyswoili, ale pokazać się na egzaminie nie potrafili za bardzo. Ja odstawiłem istny teatr z Johannesem. Niestety nic oprócz doświadczenia nie zmusiło mnie do padnięcia na kolana.

Jestem już w domu i przede mną leżą dwa dyplomy potwierdzające zdany egzamin na 6 Kup.

Gratulacje!!!

Polderlauf 2013

Wyniki tutaj

Pogoda trzymała nas do końca w niepewności. Przed samym startem imprezy przestało padać.
Chłopcy nie mają motywacji, ja też nie. Sonia za to i bez wielkiej motywacji biega jak szalona. Przyciągnięcie pięciu kilometrów to dla niej pestka. Tak to jest, że niektórzy są urodzonymi biegaczami nic o tym nie wiedząc.
Przed nami, postanowione już, trening przed przyszłorocznym biegiem. Jeśli niektórzy potrafią przebiec tę trasę w 16 minut no to może nam uda się w 20? Fajnie by było.

Niebieski

4. Kup

Dziś, do 1300 byłem spokojny. Im bliżej jednak było do pierwszego wyjścia na matę panikowałem coraz bardziej. Oczywiście pierwsze zadanie spaliłem już podczas pierwszego kroku. Powtórzyłem i poszło całkiem dobrze. Piątą formę wykonałem poprawnie. Ilbo teryon z Irene, tu jeszcze wszystko było dobrze, ale jak do samoobrony z nią wyszedłem, to miło nie było. Oberwało mi się  koniec końców za partnera posłużył mi Rocco. Nie było łatwo, stawiał opór -) Przy desce też usłyszałem co nieco, sam test bez zarzutu. Teorii nie było. Dobrze, bo w ogóle się do tego nie przygotowywałem.

Czas zacząć się troszczyć

Zacząłem nieco wcześniej niż miałem zamiar. Chciałem najpierw dojść do docelowej wagi, ale że ostatnio pozbywanie się wagi zwolniło drastycznie postanowiłem zacząć już teraz.
Kraftraum (siłownia) w ferajnie , jakby to napisać, spełnia swoją funkcję. Człowiek podniesie to i owo, spoci się. Jest więc wszystko, czego potrzeba.
Moja waga spadła już poniżej 90 kg. Nie wiem jak daleko powinienem się jeszcze posunąć. Wytyczyłem sobie 85 kg, co wg BMI… Dobra, zrzut ekranu z komórki wyjaśni wszystko.

Nie wiem i wiedzieć nie chcę jaki to jełop wyznaczył ten wskaźnik. Jak ja bym musiał wyglądać żeby temu sprostać? Już teraz noszę rzeczy rozmiaru L, w kurtce którą sobie ostatnio kupiłem mam przeciąg od spodu, bo taki płaski brzuch mam.

Najlepsze jest to, że spodni nawet teraz nie mogę sobie dopasować. Jak w pasie są O.K. (32) to w udach za ciasne. Jeśli uda się mieszczą to mogę spodnie zdjąć bez rozpinania guzika. Może to i normalne, ale nie mam doświadczenia, zawsze byłem „nietypowy”.

Tak więc siłę czas zacząć ćwiczyć. Co tydzień w piątek mam więc w kalendarzu czas zarezerwowany dla mięśni brzucha i pleców. Nogi tylko troszeczkę, bo mięśni na nich mam aż za dużo.