Wyrok?

Moje urodziny z jednej strony były bardzo udane, najlepsze w mojej czterdziestoletniej pamięci, z drugiej jednak bardzo dołujące. Cieszyłem się na wizytę u lekarza, bóle miałem dosyć mocne, marzyłem o jakimś wspomagającym zastrzyku czy czymś podobnym. Nie doczekałem się. Już na wstępie lekarz pokazał mi zdjęcia, które zostały podczas mojej operacji. Moja torebka stawowa wygląda jak mięso mielone, tak najtrafniej można to porównać. Nie wiem czy da się z tym cokolwiek zrobić, od lekarza dostałem tylko radę by zrezygnować z uprawiania sportów obciążających moje biodra. Taekwondo przede wszystkim.
Co teraz?

40 lat minęło

– „Upiekę tort” na piątek.
– „Nie, po co? Znowy słodkie…” tak mam, że woli silnej u mnie brak i wizja jedzenia tortu przez następne kilka dni nie przedstawiała sie zachęcająco.

Temat zamknęty myślałem…

W czwartek Sonia zaczęła jednak urzeczywistniać swój pomysł. Odpuściłem sobie narzekania. Postanowiłem jednak zaprosić na pomoc w skonsumowaniu Irene, Johannesa i Nillsa. Ci jednak odmówili, każdy miał jakieś ważne sprawy.

Mama przyszła jak byłem u lekarza, Janina przywitała mnie w dzwiach, uściskała… Niby nic takiego pomyślałem. W pokoju pod sufitem rozwieszona ozdoba urodzinowa (nie wiem jak się takie coś nazywa), na parapecie baterie napojów i pączki. Nadal nic nie podejrzewając zaczynałem się zastanawiać kto niby ma to wszystko zjeść i wypić?

Chłopakom zmontowałem gokarta, pojechali we dwójkę po mleko i jajka. Długo nie wracali więc zaczynaliśmy się denerwować. Tak około szesnastej wyjrzałem poraz kolejny przez okno i… Wreszczcie zrozumiałem co się święci.

Irene, Johannes, Nills najpierw. Później Edyta i Maks. Wszyscy z dziećmi. Dla Nillsa był to Kindergeburtstag, nic dziwnego sam ma 19 lat;-)

Prezenty dostałem przeróżne. Świetne wino od Kousów, kamień z brokatem i rysunki od Weroniki, świnkę skarbonkę od chłopaków, od mamy pięć dych i czekoladki przeciwstresowe, od Ultra Heroes bon z życzeniami cudownego powrotu do zdrowia.

Amazon_40Jahre

Bon już zrealizowałem.Amazon_40Jahre-Kopfhörer

W sobotę wpadł do mnie jeszcze Jacek i podarował mi miód półtorak. Pyszny:-)

Najlepszy jednak prezent zrobiła mi Sonia. Organizacja, przygotowanie, utrzymanie w tajemnicy tego przyjęcia. Udało się to jej wspaniale. Będę to długo pamiętał.

Jesień 2013

Jesień zaobserwowaliśmy już w czasie wakacji w Chorwacji. Ato był lipiec a nie sierpień, choć pogoda prześliczna a latka lecą, już wtedy zaczeliśmy o niej myśleć.

Dzisiaj już liście z prawie wszytkich drzew pospadały, mokro jest bez przerwy, dajemy jednak radę, nie poddajemy się jesiennej nostalgii.

Sonia znów musiała oddać pod nóż swoją stopę. Jak tak myślę intensywniej to w użyciu były również śrubokręt, młotek i dłuto…

Ostatnio zamieniliśmy dzieciom pokoje. Wiktor i Walter odrabiają teraz lekcje przy olbrzymim, trzy metrowym biurku. Zakasałem rękawy i nawoskowałem im blat z drewna niemający nic wspolnego z biurkami, które mieli wcześniej. Bardzo im się to podoba, mniejszy pokój również przypadł im do gustu.

Sonia  i ja zaczeliśmy aktywnie uczęszczać na badminton. Oprócz taekwondo, siłowni, aerobiku to dyscyplina, która daje nam najwięcej uśmiechu.

Operacje – starość nie radość

Tak do mnie powoli dociera, że gdyby nie sport, ruch i świadomość kruchości zdrowia nie pisałbym tego tekstu. Na dzień dzisiejszy przede mną dwie operacje, jedna z nich podwójna.

Na prawej łydce wyszła mi taka nieładna gruba żyła na zewnątrz, trzeba ją zoperować. Tak nazywają to tutaj, choć ja sam uważam to za zabieg chirurgiczny, ale nie będę się przecież z lekarzem kłócić.
Poważniejszy problem mam z biodrami, dokładniej to z kośćmi udowymi, które to są za masywnie zbudowane i muszą być zeszlifowane przy stawie. Mam ból, miałem nadzieję od przeciążenia treningami, okazało się coś innego. Żeby uniknąć artrozy i umożliwić mi dalsze uprawianie taekwondo lekarz zaordynował operację. Jak się to skończy okaże się już niebawem. Terminy jeden za drugim. Tomografie w połowie miesiąca też mnie wyłączy na tydzień.

Całkiem zieloni

12:16 Na początek formy, zaczynają biali,
12:28 żółci,
12:31 Wiktor całkiem dobrze,
12:33 Walter chłopak ma stres, sześć lat ma, super więc;-),
12:38 Peter podnosi ciśnienie,
12:40 pisanie w komórce odmawia współpracy.

Dalej standardowo Einschtittkampf, chłopacy nie razem ale dobrze. Ja dziś również wychodziłem na matę jako partner dla Johannesa i udało się nam dobrze zaprezentować.

Selbstverteidigung to porażka, coś nad czym należy się skupić i pracować. Chłopacy może coś tam przyswoili, ale pokazać się na egzaminie nie potrafili za bardzo. Ja odstawiłem istny teatr z Johannesem. Niestety nic oprócz doświadczenia nie zmusiło mnie do padnięcia na kolana.

Jestem już w domu i przede mną leżą dwa dyplomy potwierdzające zdany egzamin na 6 Kup.

Gratulacje!!!

Niebieski

4. Kup

Dziś, do 1300 byłem spokojny. Im bliżej jednak było do pierwszego wyjścia na matę panikowałem coraz bardziej. Oczywiście pierwsze zadanie spaliłem już podczas pierwszego kroku. Powtórzyłem i poszło całkiem dobrze. Piątą formę wykonałem poprawnie. Ilbo teryon z Irene, tu jeszcze wszystko było dobrze, ale jak do samoobrony z nią wyszedłem, to miło nie było. Oberwało mi się  koniec końców za partnera posłużył mi Rocco. Nie było łatwo, stawiał opór -) Przy desce też usłyszałem co nieco, sam test bez zarzutu. Teorii nie było. Dobrze, bo w ogóle się do tego nie przygotowywałem.

Zielony z niebieskim

Egzamin zaliczyłem. Teraz tylko ja, Walter nawet przejawiał chęci, ale niestety Do jeszcze wymaga czasu.
W tym roku skupimy się nad Walterem, aby dostał szansę zdania egzaminu na 6 Kup (zielony pas).
Następny poziom do zdobycia dla mnie to 4 Kup (niebieski pas). Nie sądzę jednak bym miał w tym roku do tego dojrzeć.

Kontuzja

Po raz pierwszy w życiu naderwałem sobie mięsień.
Wczoraj na przed ostatnim treningu przed wakacjami podczas sparringu z Rocco nagle poczułem jakby ktoś mnie rzucił w łydkę kamieniem. Spróbowałem stanąć na tej nodze i stwierdziłem, ze się po prostu nie da. Do końca treningu posiedziałem na materacu, w szatni wziąłem prysznic, zostałem jeszcze na chwilę żeby wypić piwo u tenisistów, wsiadłem na rower i pojechałem do domu. Tak jak wczoraj trafiłem do łóżka, tak wstając trzy razy i jadąc wiadomo dokąd na krześle (dzięki za kolka) pisze na komputerze Sonii leżąc w wyrku.
Janina przyjechała właśnie z maściami rozgrzewającymi, może pomogą.

Trzy cyfry

Wczoraj, przygotowany jak nigdy jeszcze, zdałem egzamin na zielony pas. Przygotowywałem się z Johannesem, mieliśmy opracowany scenariusz, udało się nam nawet zadziwić widownię. Nie udało mi się bezproblemowo przejść obu form, pierwszą totalnie spaliłem dodając elementy, które się w niej nie znajdują, a trzecią formę musiałem powtarzać. Ale za drugim już razem poszło mi bardzo dobrze!
Od dzisiaj obowiązuje ścisły reżim, codziennie będę cwiczył czwartą formę, ale też co kilka dni będę sobie wbijał do pamięci trzy pierwsze, żeby się nie powtórzyła sytuacja z wczorajszego egzaminu.
Czwarta forma wygląda tak:
httpv://youtu.be/SaMvd7QXEIE

Odchudzam się, idzie mi całkiem dobrze. Nie odmawiam sobie niczego! Myślę, że to już ostatni tydzień, w którym waga pokazała trzycyfrowy wynik! Jeśli wkrótce nie zobaczę dwóch dziewiątek to będzie tylko znaczyło, że Sonia znów podawała kolację za późno, albo ja nie dotrzymałem zasady nie jedzenia po osiemnastej.
Czuję się bardzo dobrze do czasu kiedy udając się do garderoby po spodnie stwierdzam, że wszystkie są mi za duże! A tak niedawno kupiłem cztery pary! Sam pasek wymaga wywiercenia następnej już dziury. Cieszyć się czy martwić? (Pytanie retoryczne)

Walter prosi mnie o lekcje, też chce zdać egzamin na zielony pas. Szkoda tylko, że oboje nie rozumieją o co chodzi z tym całym taekwondo.

Polderlauf 2012

Jesteśmy po!
Losowanie numerów okazało się szczęśliwe dla Waltera. Przebiegłem trasę dla niego. Różnica prawie żadna, ale zawsze coś przybiec przed Raymonem czy Peterem.
Oczywiście postaram się zgłosić ten problem u źródła.
Czasy:
Wiktor 0:31:33
Wojtek 0:32:13
Walter 0:32:32
Nie ma się tu co rozpisywać o wyniku, bo jest jaki jest, ale ciekawe spostrzeżenia się nasuwają po takim przeżyciu. Łatwiej się biegnie gdy ma się takie towarzystwo. Jeśli pada, to lepiej się biega. Kałuża za 15 metrów? Nie ma szansy by ją ominąć!
Wiktor pokazał sie z dobrej strony, jestem pod wrażeniem. Wspominał nawet, że chciałby częściej brać udział w takich biegach. Zobaczymy co da się zrobić.
Walterowi powinienem wcześniej powiedzieć, że to są zawody. Miał do mnie później pretensje, powiedział że biegłby szybciej… Ja wiedziałem ale szybciej bym nie pobiegł i tak. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miał kilka kilogramów mniej do niesienia i nie będę się skarżył na bóle tu i tam.

Przed startem:

zdjęcie wykonane Sonii smartfonem

Wspólne trenowanie

Dzisiaj, już oficjalnie, wspólnie z chłopakami byliśmy na czwartkowym treningu. Chłopacy dostali w kość, musieli nieźle gonić. Wiktor napompował najwięcej, jego pomysły przechodzą wszelkie wyobrażenie. Walter jakoś się odnajduje, ma on jednak większe doświadczenie bo chodzi ze mną na Wettkampf, a tam już nie ma żartów.

W tym roku czeka nas jeszcze możliwość kilkukrotnego przystąpienia do egzaminów. Mam nadzieję, że chłopakom uda się nieco ·”dorosnąć”. Zielony pas to już poważna sprawa.

Pierwszy egzamin w 2012

Obolały, bo cztery razy w tygodniu na treningu, przystąpiłem wraz z chłopakami do pierwszego dla mnie egzaminu z Taekwondo.

Zdaliśmy wszyscy. Wogóle wszyscy zdali, bo nie przystępuje do egzaminu ktoś, kto nie ma 100% pewności, że zna temat. Nikt nie będzie przecież wyrzucał pieniędzy w błoto.

Nowe pasy już zakupione, tylko pewie przyjdą pod koniec tygodnia. Ważne, że tanio!

Pod koniec kwietnia następny egzamin. Dla chłopaków to już ostatni taki łatwy krok, bo od 6 Kup (Kupa, Kupu?) kończą się żarty a zaczyna poważne trenowanie. Tak jak Wiktor z zachowania na taekwondo w skali 1 / 10 spisuje się na 5 to dla Waltera ta skala zaczyna się na za wysokim poziomie. Ja sam też święty nie jestem.

Poniżej to, co na następnym egzaminie.

httpv://youtu.be/2z4Xyag8xy8

Listopad – po krótce o wszystkim

Wiktora i Waltera czeka egzamin na żółty pas Taekwondo. Przygotowania idą pełną parą, lewa z prawą mylą się Walterowi bez przerwy. Wyimaginowany przeciwnik nie daje się utrzymać w wyobraźni, no chyba że rzeczywiście jest na dwa metry szeroki i twarz ma nieco z boku.

Sonię czeka operacja a potem rekonwalescencja. Już w czwartek „idzie” pod nóż, potem na dwa dni do szpitala. Renata przyjedzie by nam pomóc. Dzieci już się cieszą i od dwóch tygodni kilka razy dziennie pytają kiedy przyjedzie babcia Renata?

W naszej Turn Vereinie doszło kilka pozycji w związku z wybudowaniem nowej hali. Zaczęli chłopacy uczęszczać na slackline, tak dla rozrywki po treningu taekwondo w środy.

10 lat a my dopiero się wkręcamy

To był dobry pomysł, że chłopacy zaczęli zabawę w taekwondo. Widać już postępy w zachowaniu, samodyscyplina weszła im także do słownika.

Taekwondo ma już długą tradycję tu w Laubenheim. Dziś odbyło się świętowanie dziesięciolecia oddziału Taekwondo przy Turnverein.

Nie wiem co by się musiało stać, żebyśmy kiedyś zdążyli na czas się zebrać i dotrzeć na miejsce. Spóźniliśmy

się 45 minut, całe szczęście nie ominęło nas nic wielkiego. Może ktoś opowiadał o tych dziesięciu latach, a może pito szampana.

Znaleźliśmy sobie miejsce do siedzenia, dzieci poszły się bawić, my mogliśmy sobie strzelić piwko. Ja poszedłem robić zdjęcia,

 

Sonia pogadała ze znajomymi. Aparat staje się moim dobrym znajomym, rozumiemy się coraz lepiej, efektem czego są całkiem udane zdjęcia. Oto próbka.

Pojedliśmy smacznie, mięsiwa było co niemiara, sałatkę również przynieśliśmy, znikła szybko. Na koniec odbyły się konkursy na najszybsze pochłonięcie Dickmansa. Weronika również została zaproszona do współudziału. Sonia przetłumaczyła Weronice reguły zabawy, trener jako wodzirej spisał się fantastycznie. Nastąpił start dla wszystkich… oprócz Weroniki, która nie mogła pojąć jak ma jeść nie używając rąk. Przegrała z kretesem. W kategorii wiekowej 5-7 Wiktor zdeklasował konkurencję i otrzymał dodatkowy los na Tombolę. Losowane odbyło się pod koniec i było prześmieszne. Każde dziecko wyszło z ogromnym naręczem prezentów (z grubsza licząc każde takie naręcze warte było 20€). Wiktor miał dwa losy więc i otrzymał dwie porcje.

Jesteśmy pod wrażeniem tej imprezy. Było świetnie zarówno dla dzieci jak i dla nas.

9 Kup

Walter 9 Kup

Walter i Wiktor przeżyli dziś swój pierwszy w życiu egzamin. Emocje dla każdego, zarówno dzieci jak i dla nas.

Wikto 9 Kup

Walter podczas egzaminu miał niesamowitą tremę, ciekaw jestem ile czasu zajmie mu zaadaptowanie się do takiego stresującego przeżycia. Wiktor poradził sobie śpiewająco. Myślimy w jakiś sposób zaadaptować miejsce na możliwość ćwiczenia. Przed nami więc trochę wydatków. Teraz mają jeszcze trudniejsze zadanie, nie wiem czy się uda, ale warto spróbować. Za dwa mesiące nastepny egzamin. Jeśli chociaż Wiktor go zda będziemy uradowani. Dla Wiktora bardzo ważne jest, by w drugim półroczu mógł uczęszczać na zajęcia w polskiej szkole w swojej grupie. Jak na razie to my musimy z nim przerabiać materiał jak i odrabiać lekcje.