Wakacje, ach…

Tyle przygotowań, zakupów, pakowania, a to już po wakacjach. Zak (czyt. cak) i minęły. Pomimo wszystkich trudów jestem zdania, że to były udane wakacje. W końcu jest to czas kiedy należy być przygotowanym na szaleństwo i przygody. A z czwórką dzieci, pełnym zapału tatą, chcącą odpocząć mamą, pod namiotami – nie mogło być inaczej.

Skarbie, ogromnie Tobie dziękuję, że wybraliśmy się na ten „wypoczynek” wspólnie i tyle nauki i zabawy w to wniosłeś!

Cieszę się, że udało się nam zrobić wycieczkę do Plitvice Lakes National Park i zobaczyć część tego cudeńka, na dodatek z przygodami, tj. burzą i „wodospadem” z nieba. Poza tym oswajaliśmy sie z wodą i bogatym wybrzeżem naszego campingu na różnych wysokościach i głębokościach. Wierzcie, że codziennie było interesująco i ekscytująco!
A co najważniejsze, że tak smacznie sobie jedliśmy i smakowaliśmy Chorwackie specjały. Od rana pyszne wypieki i mleczne specjały, później dodatki tj. ajvar czy oliwki grały decydującą rolę, aż do wieczora kiedy można było się zrelaksować przy chorwackim piwie lub winie. Na miejscu mieliśmy też pyszną pizzę z pieca oraz owoce morza różnie przygotowane (jak kto lubi). Niestety zawiedliśmy się tym razem na owocach, które nie były tak słodkie i soczyste jak kiedyś.

Wojtek nas szczęśliwie oraz dzielnie zawiózł i przywiózł, co przy takiej ekipie wcale nie było łatwe. Bardzo dziękujemy kochanie!

Oby do następnego razu!

Walter waleczny

Dziś świętowaliśmy urodziny Wiktora i Wincenta na pływalni. Zaproszeni byli również Klara i Samuel z rodzicami oraz babcia Ewa. Frytki, lody i napój w zestawie urodzinowym w cenie urodzin do tego mieliśmy jeszcze ciastka i owoce. Głodny więc nie był nikt.

Kąpaliśmy się wszyscy, Ewa, Sonia Wiktor i Samuel poszli się wygrzać w saunie dodatkowo. Wincent i Weronika prawie cały czas przebywali w wodzie. Wincent w swoim kółku radził sobie świetnie, Weronika jakimś cudem przebiła jednego motylka, Walter za to musiał je zrzucić gdy zgodził się pójść ze mną na trampoliny.
Jako, że na najniższym podeście jest zamontowana na stałe trampolina trzeba z niej skakać czy się lubi czy nie. Ja nie lubię, bo nie umiem, Walter zdaje się być innego zdania.
Skoki na nogi są trudne, wpada się za głęboko pod wodę, woda wlatuje do nosa… Na głowę skakać zaproponowałem nieśmiało Walterowi spodziewając się oporu. Jakie było moje zdziwienie gdy posłuchał moich rad, zastosował się do nich i już pierwszy skok z brzegu basenu wykonał niemal bezbłędnie. Za chwilę już był na pierwszej trampolinie (1 m n p.w.) i skakał jak szalony. Najpierw pochwalił się Maksowi, później mamie, babci, Wiktorowi i Samuelowi.

Mieliśmy udane urodziny, szukamy czegoś dla Waltera i Weroniki teraz.

Polskie morze

Sonia w tym momencie stoi z Renatą i dziećmi na przystanku w Mielnie. Czekają na autobus, który zawiezie je do Łazów gdzie czeka ich tygodniowy wypoczynek.
Ciekawe jakie będą mieli przygody. Czekam z niecierpliwością na zdjęcia i opowieści.

38 km

Można w jedno popołudnie, tak jak my dzisiaj, spontanicznie wsiąść na rowery i poprowadzić się drodze przed siebie. Największe wyzwanie czekało na Weronikę, która poraz pierwszy wsiadła na duży, 20 calowy rower. Choć nie radziła sobie z przerzutkami to tempo miała niezgorsze. Udało się nam dojechać aż do Nierstein nad rzekę, gdzie się posililiśmy pysznymi muffinkami, które Sonia zapobiegliwie zabrała z domu. Dzięki jej za to!
Ewa i Janina zapewne tego dnia również wykręciły kilka kilometrów podczas swojej rowerowej podroży po Francji. Opowiedzą za trzy tygodnie jak wrócą, pewnie zdjęć będą miały mnóstwo.

Pierwszy! Od tego się zaczęło

Siedem dni spędzonych pod wspaniałą opieką personelu Oddziału Noworodkowego II, i rodzinka wreszcie mogła wrócić do domu w komplecie:-) Mogliśmy się już wspólnie cieszyć szczęściem rodzinnym. Tego dnia, przed odebraniem pacjentów, Wojtek odebrał zamówiony wózek. Dało się go zamontować w samochodzie, mogliśmy więc wrócić do domu własnym środkiem transportu (czyt. Opel Korsa). W domu, jak to w domu, uspokoiliśmy się na tyle, że mogliśmy wkręcać się w tryby codziennego opiekowania się takim maleństwem. Tu Wiktor okazał się wspaniałym dzidziulkiem. Tylko śpi, śpi i śpi. Potem woła jeść i dalej śpi. Jak dotychczas niewiele się to zmienia. Może brzuszek mu trochę doskwiera, ale poza tym miód malina. Mama wstaje do niego w nocy, bo tata nie ma tego, co ma mama;-) Kąpiele urządza za to tata, i są one przez Wiktora uwielbiane! Płacze dopiero jak się go wyciągnie z wody. Z niecierpliwością czekamy na odpadnięcie kikucika pępowiny, wtedy „pójdziemy na głębszą wodę”.