Weekend…

Weekend minął nam ciekawie i przyjemnie. W piątek chłopcy zamiast pójść do przedszkola, pojechali z nami na pływalnię. Pogoda nas do tego zmusiła. Niestety ani Wiktor, ani Walter nie byli zadowoleni. W wodzie im było za zimno i uciekali na koc. Weronika wręcz przeciwnie. Dała nam powody do dumy i radości. Nie tylko się świetnie bawiła, ale przede wszystkim świetnie pływała. A pływanie ją bawiło. Z poduszeczkami, ale zawsze! Mamy zamiar częściej chodzić na basen – żeby Weronice się nie odmieniło, a chłopakom tak!
W sobotę odwiedziliśmy wreszcie znajomych Edytę, Maxa, Samuela i Klarę. Do Hochheim pojechaliśmy oczywiście na rowerach. Okazało się, że jest to bardzo malowniczy i równy teren. Do tego odległość przystępna, a nawet jest to bliżej niż do Finthen. W Hochheim spędziliśmy bardzo miło czas na rozmowie, jedzeniu, spacerze i naprawie przyczepki. Tak miło, że za krótko, bo zdjęć już nie obejrzeliśmy. Następnym razem. Pomimo późnej pory powrót okazał się świetną przygodą. Po drodze przy drodze kicało tyle zajęcy, że pękaliśmy z zachwytu. Ja nigdy tylu nie widziałam, dzieci zapewne też. Jedynie Wojtek mógł stwierdzić, że po prostu jeszcze mało w życiu widziałam. Na szczęście w naszych okolicach mam szansę to nadrobić. Jak widać.W