Wincenta pierwszy dzień w przedszkolu

Jakby to było, gdybyśmy się choć raz nie spóźnili… Żadne straszne spoźnienie, bo nawet pani przyszła po nas do pracy, ale o umówoionej dziewiątej punkt nie byliśmy zwarci i gotowi.

Wincent jak gdyby nigdy nic zajął się zabawą, tyle że w nowym miejscu z taką ilością zabawek nie da się na spokojnie usiąść, trzeba wszystko dotknąć, usiąść na każde auto, koparkę, spychacz. Do wózka lalkę jedną, drugą. To nic, że nagie, odarte z tej odrobiny godności… Lalki!

Nie wiem po co tak się szczypią z tymi dziećmi. Wincent z pewnością byłby szczęśliwszy gdyby od pierwszego dnia pozwolili mu na zostanie na cały dzień. Trzeba się trochę pomęczyć.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.